Cortland - jak kupowaliśmy Apple’a
marzec 14, 2008 autor cyberain
Kolega zapragnął zostać szczęśliwym posiadaczem notebook’a herbu Jabłko. Wybraliśmy się więc do autoryzowanego (a jakże) sprzedawcy czy jak kto woli reseller’a - firmy Cortland w takim jednym wieżowcu, nie powiem gdzie bo znajomy jest tam kierownikiem a jest całkiem w porządku. Ów całkiem w porządku kierownik śpieszył się niezmiernie na weekend, przeprosił więc bardzo że nie może osobiście się nami zająć ale jego pracownicy są do naszej dyspozycji. No i jazda - zaczynamy:
Obsada:
PS - Pan Sprzedawca
Corruptor - kolega
Ja
Akt I i ostatni:
- Do czego będzie pan używał tego komputera - PS zaczyna zupełnie nieźle.
- Wie Pan, głównie prezentacje, wyświetlane później przy pomocy projektora - Corruptor odpowiada zgodnie z prawdą.
- A więc polecam PowerBook’a, do robienia prezentacji służy program KeyNote. Bardzo dobry. - PS uruchamia rzeczony program chcąc jak wtedy mniemałem go nam zaprezentować.
Program został odpalony, PS napisał jakiś tekst i tyle.
- A ma Pan jakąś prezentację którą mógłby nam Pan pokazać, aby kolega zobaczył możliwości tego programu? - Pytam nieśmiało.
- Hmmm. Nie wiem, musiałbym poszukać - odpowiada i znika na zapleczu.
Cóż korzystam z chwili wolnego i klikam w różne ikonki podziwiając szybkość działania i estetykę pulpitu.
- Gdzie on polazł szukać tej prezentacji? - Corruptor lekko poirytowany obserwuje moją klikaninę.
- Daj spokój, zaraz przyjdzie. - spokojnie odpowiadam jednocześnie usiłując znaleźć metodę na zapisywanie plików tekstowych jako .doc lub coś podobnego. Corruptor zawsze jest trochę nerwowy. No cóż takie pokolenie. No, ale głupi nie jest i po chwili pyta:
“Potrafi to w ogóle zapisywać jako .doc?”
Myślę sobie “Pewnie tak, wszystko potrafi”. Na nasz szczęście pojawia się PS.
- Przepraszam! - wołam go nieśmiało. - Czy ten edytor porafi zapisywać pliki jako .doc?
- Oczywiście! - pewnie odpowiada PS
- To proszę bardzo nam pokazać jak. - Corruptor spokojny niczym kamieniołom.
PS gmera, bada, przechodzi do drugiego kompa. Też na to wpadłem i na trzecim wykrywam nowszą wersję pakietu utwierdzając się w przekonaniu że potrafi w kwestii zapisywania .doc tyle co starsza.
- Dziwne… - mówi PS - u mnie działa. Pewnie nowsza wersja potrafi!!! - wpada na genialny pomysł.
Lekko ostudzam jego zapał. - Raczej nie, właśnie to sprawdziłem. A znalazł może Pan tę prezentację? - dodaję.
- Nie znalazłem! - PS jest już lekko zdenerwowany.
- To w końcu zapisuje .doc czy nie?! - zdenerwowanie osób trzeciech zawsze szybko udziela się Corruptorowi.
- Oczywiście! Musi mi Pan wierzyć na słowo - Odpowiada gniewnie PS
- Wie Pan, nie wydam kilku tysięcy bo wierzę Panu na słowo - Corruptor z niedowierzeniem patrzy na PS.
Tymczasem wykorzystując moją naturę badacza odkryłem że aby zapisać coś w .doc używa się funkcji export.
- Export… - informuję.
- Właśnie - krzyczy PS - Export!!! I tu mnie zniesmaczył.
- Powinniście to Państwo wiedzieć. - mówię spokojnie.
- Nie można wiedzieć wszystkiego! - PS broni się zaczepnym tonem.
- Wszystkiego? - pytam - To są podstawowe funkcje systemu. Waszym obowiązkiem jest wiedzieć takie rzeczy, nie pytam was przecież o protokoły sieciowe ale o proste zapisywanie plików. Jest Was tu trójka i albo nie macie najmniejszego pojęcia o tym co sprzedajecie albo nie chce się wam pracować - słowa kieruję do pozostałej dwójki która obserwując boje PS udawała że nie istnieją. - Siedzicie tu osiem godzin dziennie i powinniście to mieć w małym palcu.
- Pan to z pewnością wie wszystko. - słabym głosem odzywa się PS.
- W porównaniu z wami moi państwo to z pewnością. - odpowiadam z całkowitym przekonaniem.
- Choć, widzisz przecież że to “Niagara niekompetencji” - cierpliwość Corruptora wystawiona na długą próbę właśnie się skończyła. Wyszliśmy.
Epilog:
Widzę u siebie w pracy sporo ludzi w wieku tychże sprzedawców i z takim samym nastawieniem że samo znalezienie się w pracy to już wysiłek ponad normę. Ja w ich wieku byłem fanatykiem. Z systemami się eksperymentowało całe dnie, badało męczyło zawieszało. Niestety magiczne zdanie “Musi mi pan zaufać” jest używane przygnębiająco często, maskując tupetem ignorantów brak podstawowej wiedzy, a co gorsza - brak samej chęci jej posiadania. Czasami się zastanawiam czy mam pojęcie o “szerokiej informatyce” czy jak to zwał. Dziś wiem, że statystycznie biorąc to mam i to kurewnie ogromne.
